Minus 42kg energii i motywacji

Marzena - nie miała w życiu lekko. I to dosłownie - z wagą powyżej 90kg każdy ruch sprawiał jej problem, a samopoczucie było coraz gorsze. Kiedy jest jednak najlepszy moment na to by zacząć w życiu jakieś zmiany? Nie za rok, nie za miesiąc, a nawet nie za dzień - najlepszy jest moment tu i teraz. I tak właśnie postąpiła Marzena - opamiętała się w porę i zaczęła poważne zmiany w swoim życiu.

 

Dieta jako podstawa zmian

Pierwszym krokiem Marzeny na drodze do wymarzonej sylwetki było wyeliminowanie pewnych składników z diety bądź zastąpienie ich zdrowszymi i mniej kalorycznymi zamiennikami. I tak śmietanę zastąpił jogurt naturalny, smażoną rybę zastąpiła ryba grillowana, miejsce smalcu zajął olej kokosowy, a napoje smakowe zostały wyparte przez czystą wodę. Do diety zostały włączone również rozmaite kasze, brązowy ryż, ciemny chleb czy oliwa z oliwek, a cukier poszedł w odstawkę (wcześniej Marzena słodziła nawet 3 łyżeczki). Słodycze zastąpiła suszonymi owocami, bakaliami. Na efekty nie trzeba było czekać długo, ale przecież potrzebny był również ruch.

 

Aktywność - kolejny krok do sukcesu    

Na początku były marszobiegi przeplatane z zumbą co dało niesamowity efekt utraty aż 3 kg w ciągu tygodnia. Tak to jednak działa - początki bywają spektakularne, gorzej jest później gdy waga zaczyna przestawać tak intensywnie spadać. Doszło więc bieganie, rower, rolki i ta urozmaicona aktywność pozwalała na naprawdę konkretną redukcję masy ciała. Jak się później okazało - prawdziwą miłością okazało się właśnie bieganie i to z nim Marzena weszła w długi i płomienny romans.

 

Zakochana w bieganiu i sobie

Gdy opisywała nam swoją historię zwróciła uwagę na fakt, że to bieganie pozwalało jej najbardziej oderwać myśli od problemów dnia codziennego. Po trudnym dniu w pracy zakładała słuchawki na uszy i biegła gdzie tylko nogi poniosą - problemy znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki podobnie jak kilogramy, których z tygodnia na tydzień było coraz mniej. Marzena zaczęła kochać swoje ciało i podobać się sobie - taki motywacyjny kopniak nie mógł pozostać bez echa. Jednak to co najważniejsze to zdrowie, które zyskała. Oprócz ogólnie dobrego samopoczucia zaczęły znikać problemy z astmą - wchodzenie po schodach nie było już problemem, a o zadyszce praktycznie zapomniała. O takim życiu dawniej mogła tylko pomarzyć.

 

Pierwsze starty - pierwsze sukcesy

Na początku obawiała się rywalizacji w biegach, ten świat wydawał się dla niej zbyt profesjonalny i po prostu nie dla niej. W tym roku przełamała jednak kolejną barierę i od razu rzuciła się na głęboką wodę. Tak - Marzena to kobieta nagłych przemian, a jak coś sobie postanowi, to bez wahania realizuje. I tak było ze startowaniem - w tym roku ma już na liczniku pół tysiąca kilometrów, zaliczyła 15 biegów, ale żeby tego było mało już dwa razy zajęła miejsce na podium w kategorii wiekowej, pokonała 3 treningowe półmaratony, w planie ma sprawdzenie się w Półmaratonie Praskim, przyszłoroczny start w Wings for Life, a nawet w Runmaggedonie.

Co jeszcze wykiełkuje w głowie tej niezwykłej babki? Tego nie wie nikt, ona sama nie potrafi tego określić. Jedno jest pewne - najważniejsze zwycięstwo ma już za sobą - zwycięstwo nad własnymi słabościami, lenistwem i brakiem wiary w siebie. Nie bądźmy więc zdziwieni jeśli któregoś dnia Marzena wyśle nam pozdrowienia z 80km górskiego ultra. Na razie o tym nie myśli, ale gdy sobie to postanowi - zapisze się i przebiegnie, bo do realizowania swoich celów i marzeń jest już po prostu przyzwyczajona.

Udostępnij